Jest już grubo po Nowym Roku i nawet potrafię poprawnie napisać datę przy swoich notatkach, na zajęciach na uczelni. Czas leci nieubłaganie, a od ostatniego wpisu minęło trochę czasu. Jestem mocno do tyłu ze swoimi zwierzeniami z lektur i prawdę powiedziawszy, nie są one już tak wyraźne. Czasem muszę ponownie, wyrywkowo zagłębić się pomiędzy znajome okładki.
W związku z tym składam wszystkim czytającym (a więc nielicznej, elitarnej grupie) serdeczne życzenia pomyślności w nowym roku 2011 i obiecuję mocne postanowienie poprawy.
Czarna herbata truflowa jest pro.
Powieść pokazująca postapokaliptyczną rzeczywistość naszego kraju. Kolejna wojna, kolejny zabór, kolejna misja pokojowa. Kwitnący obficie przemyt i handel bronią. Bezsensowna walka o wolność, której nie będzie. Napalm. Wrzesień Tomasza Pacyńskiego. Szedł z bagnetem na czołgi żelazne, ale przeszły, zdeptały na miazgę...
Kot. Zwierzę tajemnicze, w zasadzie oswojone, ale posłuszne tylko swoim kaprysom. Niezależny, nieprzenikniony, niepoznawalny. Tak. Kot jest dobrym materiałem dla nurtu fantastycznego. Zdecydowanie. Dowód przez indukcję matematyczną po opowiadaniach z antologii Trzynaście kotów.
Przed oczami mam Młodą dziewicę Salvadora Dali. Jestem egoistką. Hedonistką. Ateistką. Bariery nie istnieją.
Teraz pożrę się wewnętrznie. Potrzebuję jakiegoś katharsis. Będę zatapiać paznokcie w swoim brzuchu i rwać ciało; będę wodzić ustami w zwojach jelit i pozwolę miękkiej masie wypełnić gardło. Dotknę po kolei każdego ze śliskich organów; zaniosę swój bezczelny dotyk głęboko, w samo dno miednicy. Zjem się od środka.
Wypisuję bzdury. Niech nikt tego nie czyta.
Sztandarowe dzieło światowej fantastyki. Kanon, który każdy szanujący się fan tego gatunku powinien znać. Aż wstyd, że mi przychodzi je poznać dopiero teraz, tak późno. Władca Pierścieni jest książką osobliwą. Można ją z miejsca pokochać albo wcale przez nią nie przebrnąć. Niemożliwie rozbudowany świat, jego historia, kultura i mitologia mogą przytłoczyć lub zachwycić. Przygody Drużyny ciekawią albo nudzą.
W moim przypadku było to naprawdę różnie.
Klasyczny. W czarno-bure pręgi. Z białymi łapkami, brzuszkiem i krawacikiem. Łajdak tak mnie urzekł, że zdołałam przeczytać zaledwie jedno opowiadanie z - jakże adekwatnej, co do osoby małego łajdaka - antologii Trzynaście kotów. Głośne mruczenie i trzask tkaniny ugniatanej pracowicie kocim sposobem - cudna melodia. Przez blisko godzinę całym moim światem był młody kocurek spragniony pieszczot i drapania. Zaprawdę, tylko koty potrafią tak łatwo (i z taką gracją!) przysporzyć sobie ślepych wyznawców.